|
|
widziałam oooorła cieeeeeń
tyle że to raczej nie był cień i zdecydowanie nie orzeł.
Ba! to nawet, niestety, nie była ćma...
- a kiedyś zabiłam pięć ćmów Profesorze
- CIEM, Entomologio
- kapciem
obawiam się, że widziałam MOLA.
Był maluśki i samiuśki, ale nie oszukujmy się, to są stworzonka mocno stadne, więc zakładam, że gdzieś w zakamarkach szafy czai się reszta.
na okoliczność posiadania hodowli owych przegrzebałam cały net i smutna moja refluksja jest taka, że owszem, jest masa środków na odstaszanie moli, ale ja ich nie chcę ZNIECHĘCAĆ do konsumpcji moich jedwabi i kaszmirów, ja chcę je EKSTERMINOWAĆ, co do jednego. Bo co mi przyjdzie z tuzina zawieszek o zapachu lawendy? Po prostu będą konsumować z niejakim obrzydzeniem, albo przeniosą się z szafy do komody lub gdziekolwiek.
Ma ktoś jakiś pomysł albo środek skuteczny?
ponadto c'est si bon, co prawda nic nie zrobiłam w weekend (z wyjątkiem mielonych), ale też niebo nie spadło mi na głowę, ani cegła.
No i podłogę zmyłam, tradycyjnie. Weszło mi w standard, bo Dzieciorek ma oko nie lada, z ogromnym pietyzmiem, w skupieniu, zbiera każdy, nawet najmniejszy okruch z podłogi a następnie z namaszczeniem godnym hostii wkłada do ust. I miele jak ciele. Przy czym na okrzyk:
- Co tam masz?!? oddaj prędko!
oddala się na czterech z prędkością, dla odmiany, łani.
A zapędzony w kozi róg i złapany, uparcie zaciska usta w dzióbek.
ostatnio wymemłał do białości obierkę z pietruszki.
No mam ubaw po pachy, tylko cała zabawa jest nieco niebezpieczna, więc normalnie nigdy jeszcze nie miałam tak czystej podłogi.
A największy obaw mam z tego, że Dzieciorek upodobał sobie Dzieciora i jego pokój.
Co do pokoju, to już wspominałam. Waruje pod drzwiami i czeka na okazję. A kiedy akurat nie waruje a drzwi się przypadkiem otworzą, to momentalnie łapie azymut i w te pędy rzuca się w kierunku owych wrót do raju.
A do Dzieciora to wyciąga łapy, ilekroć ów pojawia się w zasięgu wzroku.
No to wmuszam czasami młodszego starszemu, jeden jest przy tym przeszczęśliwy, drugi wprost przeciwnie.
Zwrot tobołka następuje w dość krótkim czasie, przy czym tobołek zdecydowanie i rozgłośnie protestuje.
Czyli w konkursie "kogo wolisz: mamusię czy tatusia?" odpowiedź brzmi "starszego brata metala!"
Co tam jeszcze...
ano mamy już dwójki, górne się przedarły, teraz walczą dolne, ale jeszcze nieśmiało.
Kąpiel nadal sprawia wiele radości kąpanemu obiektowi.
Za to dla kąpiącego (mua) jest utrapieniem, bo obiekt dawno już zarzucił siedzenie na czterech literach i zabawę kaczuszką czy żółwikiem robiącym "bulbul". Obiekt jest obecnie na etapie zainteresowania armaturą łazienkową wraz z przyległościami.
I o ile jakiś czas temu przygotowanie kąpieli ograniczało się do nalania wody, to teraz muszę najpierw starannie pousuwać z zasięgu rąk (oraz wzroku) wszelkie akcesoria kąpielowe.
I o ile jeszcze niedawno mogłam (pozostając czujną, zwartą i gotową) podczas kąpieli potomka zająć się przygotowaniem kaszki, to teraz nie mogę odejść ani na krok, bo obecnie siedzenie w wannie jest passe, obecnie w wannie najfajniej jest się WSPINAĆ oraz STAĆ. Wspinaczka, ze względu na niską przyczepność do podłoża, często kończy się pełnym zanurzeniem, ale to nie problem, bo po treningach na basenie Dzieciorek całkiem sprawnie już wstrzymuje oddech a nawet jeśli trochę wody naleci, to sprawnie i bez słowa skargi ją wyprychuje. Tyle że ja mam wizję, jak leci łukiem na plecy i ląduje potylicą na kranie, albo innej wypukłości.
No to waruję i patrzę.
Powoli wprowadzam dodatkowe atrakcje, typu piana (która ma tę zaletę, że odwraca uwagę Dzieciorka od korka, dość skutecznie go zasłaniając). Jednakowoż pierwsza porcja piany została zjedzona, mam nadzieję jedynie, że płyny przeznaczone do kąpieli niemowląt nie są BARDZO toksyczne.
Tyle w temacie nowości i gudnjusów.
Wracając do tematu pecha, to mam niezbity dowód, na działania zewnętrzne.
Pochwaliłam delikatnie Końkubęta w ostatniej notce, czyż nie?
No to BACH!
W niedzielę rano wrócił z dwóch radosnych okazji w takim stanie, że cały dzień nie wstał z łóżka. I to nie ze względu na całonocne spożycie (w każdym razie NIE TYLKO). Mniejsza o większość, w każdym razie trochę fizycznie, trochę psychicznie, ale nie jest najlepiej.
To mnie ostatecznie przekonało i wspierana przez koleżankę pasjonującą się tematami czary-mary, hokus-pokus, horoskopy, żywioły, taroty, bioenergetyka, ezoteryka wybieram się na odwrócenie uroku.
Także ten... jeśli komuś z Was nagle zaczną wypadać włosy lub zdechnie ukochana papuga, znaczy że jest źródłem moich kłopotów.
Bo ja jako osoba z gruntu prostolinijna nie zakładam działania z premedytacją, raczej przypadkową myśl "a niech cię", która w wyniku nieprzychylnego układu planet stała się ciałem.
gogenzola 2009-11-16 10:48:02
skomentuj (13)
trzynasty piątek roku bawoła
gdy ci kot przebiegnie drogę
nie myśl, że to pech
wyrwij kotu jedną nogę
pobiegnie na trzech
taka oto urocza rymowanka mi się przypomniała.
A ja cóż.
nagotowałam tyle kapuśniaku, że po dwóch dniach jeszcze zostało.
Ale nawet Dziecior stwierdził, że niezły.
A Dziecior nie jada nic, co się nie nazywa parówka, kanapka albo tost.
No dobra, przesadziłam.
Kebaba i hamburgera też jada.
W ogóle mamy niejaki konflikt na tym tle, znaczy żywienia.
Dziecior twierdzi, że zrzędzę a ja twierdzę, że nie mam pieniędzy na kosztowną terapię, tym bardziej na marmurowy nagrobek.
Ja doprawdy nie ogarniam, jak szesnastolatek może funkcjonować na dwóch kanapkach i jednym bananie.
Nawet jeśli te dwie kanapki stanowi przepołowiony bochenek chleba.
Dramat w ciapki.
No ale kapuśniak przeszedł, jeden talerz, ale zawsze.
chociaż naprawdę mało brakowało, bo się w samiutkie święto, kiedy żeberka raźno już pyrkały w saganie z towarzyszeniem włoszczyzny a na patelni raźno skwierczał wędzony boczuś z cebulką, zorientowałam, że nie kupiłam kapusty.
Na szczęście znalazłam swoją żelazną porcję, jeszcze z czasów ciążowych, kiedy to kapusta kiszona bywała nieodzowna, nawet o północy.
Porcja niestety (albo i stety, bo inaczej by przecież nie przetrwała tyle czasu) w słoiku, stąd moje obawy, bo kto to słyszał, żeby kiszoną kapustę pakować do słoika!
Jak powszechnie wiadomo, kapusta kiszona rezyduje w beczkach, nawet jeśli są plastikowe.
I nie ma trzyletniego okresu przydatności do spożycia...
No, do spożycia to ona się jednakowoż średnio nadawała, bo jakaś taka rozmięknięta była.
Za to kapuśniak wyszedł jak ta lala, choć oczywiście znowu hurtem.
Braki w kiszonej kapuście już nadrobiłam, uważam że w sezonie grypowym dobrze jest się nafaszerować witaminą C.
Wciskam ją teraz (tę kapustę) Dzieciorowi, na zmianę z mandarynkami.
On jednakowoż preferuje czosnek.
Nie wiem co na to jego koledzy z klasy.
Sama zjadłam wczoraj z ćwierć kilo (tej kapusty)
oraz mam siatkę cytryn w domu i drugą w pracy.
Tyle dla ciała, dla ducha byłam ostatnio dwa razy na solarium, niestety nic ciekawego nie grali akurat.
A propos sezonu grypowego, to przemieszczałam się ostatnio komunikacją miejską, całe dwa razy.
Pierwszą, godzinną przejażdzkę tramwajem z Bemowa na Grochów, odbyłam w towarzystwie Dzieciorka, który kompletnie zbałamucił cały tramwaj. Wyciągał ręcę, zaśmiewał się w głos, nawoływał upatrzoną osobę... co prawda jeszcze nie po imieniu, ale i tak zrobił furrorę. Do tego stopnia, że dwie wyfiokowane nastolatki wysiadając zastanawiały się głośno, czy by się nie zdecydować na dziecko. Kilka razy jeszcze się powozimy i będzie wyż demograficzny, jak nic!
Dla odmiany wczoraj przemieszczałam się sama, ze Stegny na Grochów.
No furrory nie zrobiłam.
Ale druga strona też nie zrobiła na mnie wrażenia, zwłaszcza że znakomita część społeczeństwa również kuruje się czosnkiem.
No i jechałam wczoraj a przedwczoraj było święto a wiadomo, JAK się u nas w kraju świętuje, nawet jeśli nie bardzo się wie, CO się właściwie świętuje.
podsumowując: opary czosnku, plus opary wódki, plus kilka zasmarkańców.
Państwo pozwolą, że jednak zostanę przy opcji transportu własnego.
Własny transport organizuje mi zwyczajowo Końkubęt, który w sytuacjach awaryjnych sprawdza się bez pudła.
I to jest dobra strona sytuacji awaryjnych.
Że ktoś o mnie dba, bo komuś na mnie zależy.
Jednak.
gogenzola 2009-11-13 11:12:20
skomentuj (0)
taka kama
no rozczuliło mnie porównanie do lodołamacza, dopawdy. Poczułam się, hmmm... taka delikatna, kobieca i wiotka.
(chociaż nieco trudno jest być wiotką pzy miseczce H...)
no to cóż robić.
podjęłam ryzyko i gotuję kapuśniak właśnie.
trzymajcie kciuki, bo zapomniałam o kiszonej kapuście.
gogenzola 2009-11-11 11:35:31
skomentuj (5)
dziękuję postoję
najchętniej zwinęłabym się w ciasny precelek i zapadła w sen zimowy.
Nie żeby było bardzo źle, skąd!
umiem dostrzegać jasne strony i doceniam, że nie jestem sama z tym całym syfem, chociaż mam niejasne wrażenie, że to ja go nanoszę.
poczynając od utraty samochodu firmowego, poprzez dopłaty do mieszakania a kończąc (oby) na dzisiejszej stłuczce.
Puknęliście kiedyś niejakiego Obuchowicza Bartosza?
Bo ja owszem...
300 m od firmy.
Faktem jest, że wykonywał bardzo nietypowy manewr parkujący (wziął zamach aż na przeciwległy pas, myślałam że parkuje po lewej), w dodatku (do czego się oczywiście nie przyznał) bez sygnalizowania owego, ale jeszcze bardziej faktycznym faktem jest, że cokolwiek się na drodze nie dzieje, powinnam wyhamulcować, a nie wyhamulcowałam. Bo jechałam za szybko (300 m do firmy, już jedną nogą na miejscu!), bo było ślisko, bo jestem przemęczona, bo auto stare to i hamulce nie takie...
Można by bobować, ale nie ma co.
Ważne jest, że znowu w plecy.
Nerwy i czas i pieniądze i auto.
(chce ktoś kupić numer komórki znanego aktora serialowego? Tanio! Szalenie sympatyczny. Aktor a nie numer, oczywiście)
Chyba zacznę ssać kciuk.
albo coś.
nie wiem.
Boli mnie szyja i mam dreszcze.
gogenzola 2009-11-09 12:21:23
skomentuj (8)
dzień z życia
oczywiście, że jestem na diecie!
Czekoladowej.
na śniadanie Ritter Sport marzipan.
Wczoraj na kolacje paczka M&Msów.
nic innego nie miałam w aucie.
bo ja wczoraj głównie byłam w pracy i w aucie, jakieś 90% dnia.
A obecnie, od około 8.00, pracujemy sobie zgodnie z Dzieciorkiem, czekając na Końkubęta.
Znaczy ja usiłuję pracować a Dzieciorek usiłuje być grzeczny.
Nawet mu wychodzi, jakoś damy radę do 12.00.
A propos Dzieciorka, to okrutną frajdę sprawia mu ostatnio zgrzytanie zębami.
(ja dla odmiany dostaję nerwowych dreszczy)
przy tej ilości (4) to doprawdy nie wiem, jak mu się udaje trafiać zębem na ząb.
Ponadto udało mu się osiągnąć to, na czym poległ Kaszalot i wielu jego popleczników.
Że czasem jęczę "kochanie, nie dzisiaj..."
(nie mówię, że to od razu odnosi jakiś skutek, ale do tej pory nigdy mi się nawet nie zdarzało próbować)
nie wiem dlaczego nigdzie nie ma porad na temat "co zrobić kiedy falbana spódnicy wpadnie do kibla"
chyba odkryłam niszę.
gogenzola 2009-11-06 12:11:34
skomentuj (3)
design by
Yennefer
for
s z a b l o n 4 y o u
|
|
księga gości
Ciocia Goga radzi
Gogenzola szama zupy rulez kapuśniak i porowa zupa soczewicowa pyszna i w dodatku wegetariańska makaron prościzna z pomidorami suszonymi (od Laski1 - przepis nie pomidory) bitki to samo co gulasz, tylko płaskie sos pieczarkowy do wszystkiego, a najbardziej do placków ziemniaczanych gulasz najlepszy z kaszą i ogórem zupa jarzynowa dla kompletnych leniwców cziken&brokułen By KHa, uwaga-uzależnia! fisz&cziken tagiatelle z łososiem i kucak orientalny gyros domowy z pitą, ale można też pewnie z frytkami kurki w śmietanie raczej sezonowo danie resztkowe przypadkowo bezmięsne pomysł na czikena z pesto makaron&fisz z tuńczykiem konkretnie cisto brauni by Sheila, wchodzi blachami zupa cebulowa banalna i doskonała przy niedoborach finansowych! cziken&fisz cycki kurzęce panierowane w czym się da, filet pod pierzynką pomysł na makaron z rukolą albo szpinakiem, podawane w komentarzach
KLUB WESOŁEGO SZAMPANA Luna skarbnica mądrości Elka jedziemy po leszczynie Kizia nie do podrobienia Kropka nad rz nikt nic nie widzi Wonderwoman cudowna kobieta
ROZRYWKA dzikość osierdzia Podróbkowo Wielkie Gdzie ci mężczyźni Aaaby sprzedać Fotka Celebrities czyli dorwij VIPa Pudelek ploty, ploteczki
NA ZAKUPY koraliki bielizna
KATEGORIA SPECJALNA Snowden bohomazy online Chomiki komiks Natalia kobiecym okiem QBK świat w obiektywie bajki na dobranoc Rroarr o ruchaniu gg polowanie na jelenie Misz nie ma go poezja smaku! blog od kuchni
ZIOMALE Meg Barmanka Papierówka kontunuacja Seszele słońce, plaża i drinki z palemką Sheena a nie mówiłam!? Niedoskonała ale niewiele jej brakuje kochanieńka ona aleosochozi i on
PENSJONAT POD RÓŻĄ Abu czyli Fiedźma Diablica? a w oczach niebo Poolcheria Panna Breloczkówna Matka Polka przez dziurkę od klucza zpowrotem nie do końca nowy link Tirana imienniczka zja dokładnie z tego samego powodu marcella bedę czytać to zalinkowałam kiedyś demetria zawędrowałam i zostałam
NA WSPÓLNEJ Tycia blog tenbitowski Fijoł tudzież bajka Tobie i PDM Sama, nie sama Niu Exsilentio gentleman w każdym calu Skaf i hiena Khem dama kier Demirja nie ja jedna tak mam DS nie mam pojęcia skąd się wzięła, ale ma lekkie pióro bezbloga wpadłam po uszy femme mówi ładnie i melodyjnie katarzynka od tego się zaczęło
M JAK MIŁOŚĆ sypialniane dialogi ciepło, blisko, czule Kawa cynamonowa wariacje na temat Misiacy we dwoje chimera Jej Wysokość Madame Connie motylem jestem
SWOJAKI Hal wulkan Rybak rbk Laska1 królowa kier Dawinka kocia mama Pan Doktór mój ulubiony lekarz Kacha is back Snafu ziomal, nie? Ciotka przysłowiowo Zapach Kobiety młoda, przebojowa i ma fajne cycki Kotoju Ewa co ma kota Kaktus kolczaste zauroczenie Kalevala kobieta świadoma Eire po nitce do kłębka Cloudy poczuć,poznać, pomyśleć Wężon młoda żona Inka kicz współczesny - wersja semi active AEL może kawki...? Kleo nieodrodna siostra swojego brata Delcia miłość niejedno ma imię cristoforo zupełnie nie Krzysztof werita +Chłop+Oli sheila moje Kochanie-kwintesencja sprzeczności kobieta kobieta niezwykła dorotka takich trzech,jak ich dwie,to nie ma ani jednego monte-christo wesoła kobitka (tak tak-kobitka)
SAMO ŻYCIE Mig jest potworem i proszę się przyzwyczaić Ultra czyli 100% Księżniczki Issue jednak będzie studiować w Filmówce Idiomka w wielkim mieście Zupka z puszki Ptasia Grypa Nielot Reaktywacja Alfaromeo Alfa i omega, Julia i Romeo Adminy ten kabelek to do czego? dobrze już było i jeszcze będzie co z niej wyrosło fajna babka Anai tak bym chciała wyglądać Rosemary do uśmiechu i do łez Mru ze szczypiorkiem Stiepanowna tysiąc i jedna baśń Paskuda za górami, za lasami...
KOMEDIA Cashew czyli dziwne przypadki Wawrzyniec Pruski jak rany, debeściak! Zmywarka bad girl a myje gary Sister a jednak ślub! Pierwsza ale oj tam cały dzień życie małżeńskie na wesoło Zebra jak wszyscy to wszyscy-siostra też barbarella a wcale że nie Baśka O chrząszczu z pamiętnika lektorki So-so wszystko o Ewie Interna gdy boli i piecze haniuta first lady
PROZA Tohu ona, ona i ona Narzeczona Lukego siostra obserwatorka incognito stary-nowy link zimno o trudach prokreacji
POEZJA Bikersgirl bardzo Afterglow opowieści różnej treści Aphrael utopiona w snach Satine listy do Przyjaciela
blog.pl
|